Sakiewicz kontra Wierzbicki

Oryginalne wydanie "Gazety Polskiej", które nie trafiło do kiosków.
Oryginalne wydanie "Gazety Polskiej", które nie trafiło do kiosków. Archiwum
Tygodnik „Gazeta Polska” obchodzi 21 urodziny. Naczelny z tej okazji złożył swoim czytelnikom i redakcji podziękowania. Jednak nawet słowem nie wspomniał o tym, który pismo to zakładał oraz kierował nim przez ponad dekadę.

Tomasz Sakiewicz korzystając z okazji jaką jest 21 rok istnienia „Gazety Polskiej” na rynku, złożył podziękowania redakcji, eksponując jej dokonania i osiągnięcia. W tekście czytamy: „w ostatnich latach środowisko naszych pracowników i współpracowników powiększyło się przynajmniej dziesięciokrotnie. Powołaliśmy największy prawicowy portal informacyjny Niezalezna.pl. Udało nam się tchnąć nowe życie w miesięcznik „Nowe Państwo”. Kilka lat temu ruszyła największa tego typu telewizja internetowa gazetapolska.vod. Wreszcie współtworzyliśmy telewizję Republika.”



Ponownie też zachęca czytelników do nabywania dwóch egzemplarzy pisma słowami: „Kupując drugi egzemplarz, pamiętajmy czasem też o tych, których już nie stać na ten pierwszy. Może w tym numerze szczególnie. Bez tych, często już dzisiaj leciwych ludzi, okradzionych przez komunizm i III RP, nie byłoby dzisiaj naszych mediów.”

Wśród swoich wiernych współpracowników wymienił Katarzynę Hejke (znaną z głośnej afery obyczajowej z byłym szefem IPN w tle) oraz między innymi Jerzego Targalskiego, Anitę Gargas czy Rafała Ziemkiewicza.

Podczas tej uroczystej okazji zabrakło jednak najważniejszego nazwiska. Nawet jednym słowem stojący obecnie na czele „Gazety Polskiej” nie wspomniał o jej założycielu (i jak sam kiedyś mawiał - „swoim mistrzu”) Piotrze Wierzbickim.

Dlaczego Sakiewicz unika tego nazwiska? Być może przyczyną jest głośna niegdyś historia przejęcia przez niego tygodnika z rąk Wierzbickiego w przededniu zwycięskich dla PiS wyborów parlamentarnych.

Wymazać z pamięci

„Gazeta Polska” pod wodzą Piotra Wierzbickiego była tygodnikiem prawicowym (w klasycznym tego słowa znaczeniu), liberalnym, niezależnym, stroniącym od zaangażowania politycznego.

Jednym z pracowników Wierzbickiego był właśnie Sakiewicz. Twierdzący, że jest z wykształcenia psychologiem klinicznym, pisał głównie o sprawach krajowych. W rzeczywistości drwiący z Kwaśniewskiego Sakiewicz sam nie obronił pracy magisterskiej.

Według informacji Archiwum Tomasz Sakiewicz nie figuruje jako absolwent Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Był studentem Wydziału Psychologii UW, immatrykulowany 01.10.1987 r. na kierunku psychologia. – odpowiada UW na wysłane pytania.

Podobnie do stojącego na czele PiS Kaczyńskiego, z którym sympatyzuje „GP” jak i byłego prowadzącego TOK FM „Niepokornego” red. Ziemkiewicza, nie posiada on prawa jazdy, co w jego pracy może być pewną niedogodnością.

Jakim sposobem Tomasz Sakiewicz zbudował swoją pozycję w tygodniku? Na początku 2005 roku zdobył dla niego nowego inwestora. Była nim współpracująca niegdyś z KGHM spółka King & King. Dzięki tej inwestycji „Gazeta Polską” mogła być spokojna o swoją sytuację finansową.

"Musiałem zabić swojego mistrza"

Sytuacja wewnątrz redakcji zaczęła wrzeć w kwietniu po propozycji jaką „domorosły Rywin” złożył swojemu przełożonemu. Całe zajście oraz zapowiedź zakończenia współpracy z dziennikarzem, ówczesny naczelny opisał w tekście „Przychodzi Sakiewicz do Wierzbickiego”.

Artykuł ten nigdy jednak nie trafił na łamach „Gazety Polskiej” do kiosków. Było to spowodowane interwencją Sakiewicza w drukarni i podmienieniu wydania bez wiedzy Wierzbickiego. Wydrukowanych zostało zaledwie kilka egzemplarzy a do oficjalnej dystrybucji trafiła wersja zmieniona, pozbawiona tekstu naczelnego.

Sam Wierzbicki nie miał już nigdy okazji pożegnać się z czytelnikami na łamach swojego pisma.

Pokłosie puczu

Objęciu funkcji naczelnego przez Sakiewicza sprzeciwiało się King & King. W jednym momencie spółka, którą on sam sprowadził stała się jego największym wrogiem. Przedstawiciele K&K podobnie jak wszyscy jego przeciwnicy zostali okrzyknięci „ruskimi agentami” i posądzeni o wszystko co najgorsze.

Piotr Wierzbicki, który sprzeciwił się Sakiewiczowi i jego metodom stracił gazetę, którą stworzył. Dziś po upływie niemal 9 lat wciąż jest na cenzurowanym a podwładni nowego naczelnego wolą unikać tego nazwiska. Na koniec warto przytoczyć słowa Wierzbickiego z artykułu, który okazał się jego ostatnim w własnym tygodniku:

Gdy p. Sakiewicz ma chrapkę na "Gazetę Polską", może to wydawać się śmieszne. Gdy w piśmie rozesłanym udziałowcom twierdzi, że to on mianował Piotra Wierzbickiego redaktorem naczelnym „Gazety Polskiej”, może to wydawać się śmieszne. Gdy te działania wpisują się we wrogą akcję wymierzoną w niezależność "Gazety Polskiej", to nie jest śmieszne.

Przeżyliśmy już w naszej historii dwie takie próby: raz w roku 1993, gdy napaści "nieznanych sprawców" towarzyszyła agresja prokuratury, drugi raz, gdy GP próbowali rozbić miłośnicy "Naszego Dziennika". Dzięki postawie naszych czytelników, dziennikarzy i udziałowców przetrwaliśmy.

Wolno sądzić, że tym razem idzie i o linię polityczną GP, i o pieniądze, że amatorom "przejęcia" GP chodzi i o to, abyśmy w przeddzień wyborów skapitulowali wobec promoskiewskich, antyamerykańskich i antyeuropejskich narodowych katolików, i o to, byśmy pisali pod dyktando potężnych spółek.
Trwa ładowanie komentarzy...