Niezatapialny Leszek

Stojący na czele SLD były premier może być spokojny o swoją polityczną przyszłość. Najgłośniejsi przeciwnicy jego rządów, gwiazdy komisji śledczej i polityczni beneficjenci Afery Rywina dziś, z ciężko skrywanym rozgoryczeniem, oswajają się z nieuchronnym powrotem „kierownika zakładu”.

Właściciel dobrze rozpoznawalnego szyderczego uśmiechu od lat jest wśród polityków wszystkich opcji najbardziej znienawidzoną postacią w polskiej polityce. Człowiek, którego nie zdołała wykończyć ani głośna Afera Rywina ani będące jej pokłosiem upokorzenia wewnątrz własnej partii.

Partyjni towarzysze o „kierowniku zakładu” wyrażają się jeszcze gorzej niż przedstawiciele innych ugrupowań. Czy oficjalnie - jak robiła to wprost prof. Senyszyn, czy trochę mniej - jak pokazała rozmowa Oleksego z Gudzowatym („zawzięty ****”). Ludzie sojuszu w głębi (nie wiadomo czy w przypadku tego ugrupowania to najodpowiedniejsze określenie) duszy nienawidzą swojego szefa.

Zarówno stary partyjny beton jak i młodzi, którzy w prywatnych rozmowach wylewają swoje żale, nie pałają najmniejszą sympatią do (jak to określają) cynicznego gracza jakim jest Leszek Miller. A on sam ma coraz więcej powodów by wspomnianym szyderczym uśmiechem drażnić politycznych przeciwników.

Nie jak zaczyna…

„Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy” – słowa te rzucone w typowym dla Millera stylu, ciągną się za nim już niemal dwie dekady. Gdy wszyscy wierzyli, że po upadku Sojuszu w 2005 roku i krótkim romansie z Samoobroną Miller, który nawet odpowiadając przed komisją śledczą był w stanie rzucić w kierunku jej przedstawiciela słynne „pan jest zerem”, zniknie ze sceny politycznej na zawsze, nie mogli uwierzyć w to co nastąpiło.

W niedługim czasie Miller znów objął szefostwo w partii a pałający do niego i jego bon motów nienawiścią działacze musieli uznać autorytet byłego premiera. Dziś zarówno Donald Tusk jak i Jarosław Kaczyński patrzący wilkiem na szefa, wyrastającej na trzecią siłę polityczną, SLD powoli godzą się z myślą, iż po najbliższych wyborach to właśnie Miller będzie głównym wygranym.

Skąd bierze się to niezrozumiałe wśród polityków poparcie dla pochodzącego z Żyrardowa byłego ministranta i absolwenta partyjnej uczelni przy KC PZPR? Kluczem do zrozumienia sukcesu byłego premiera jest jego wyrachowanie. Miller potrafi mówić to co prosty robotnik, któremu latami wpajano marksistowsko-leninowskie bzdury chce usłyszeć, a jednocześnie robić to czego oczekują od niego przedstawiciele biznesu.

A robi to tak skutecznie jak nikt inny. Kreując się na człowieka lewicy Miller przeprowadził jedną z najważniejszych dla zwolenników prawicy i wolnego rynku reformę w historii ostatnich 10 lat. Obniżając (przy lamencie starych lewicowców) CIT o osiem punktów procentowych – z 27 do 19% Miller stał się prawdziwym ojcem „zielonej wyspy” i sukcesu gospodarczego Polski.

Niemal dekadę temu o rewolucji Millera, „prawicowy” tygodnik „Wprost” pisał tak:
„Półreforma, która dała przedsiębiorcom podatek liniowy, a dla reszty zostawiła trzystopniowy, a od niedawna właściwie czterostopniowy PIT (19, 30, 40 i 50 proc.), sprowokowała jednak tych ostatnich, by zarejestrować własną działalność gospodarczą i dostać się do raju podatkowego. Już 26 proc. Polaków jest gotowych zamienić umowę o pracę i związane z nią gwarancje zatrudnienia na samozatrudnienie, czyli niższe podatki i mniejsze składki, i dzięki temu więcej zarabiać - wynika z listopadowego sondażu Pentora. Okazuje się więc, że liniowy podatek może wkrótce płacić znacznie więcej Polaków, niż spodziewał się rząd. Najwięcej zwolenników samozatrudnienia znalazło się wśród osób zarabiających powyżej średniej krajowej (w przedziale 2,5--3 tys. zł brutto - 41,3 proc., w przedziale 4-5 tys. zł brutto - aż 61,7 proc.).

Atrakcyjność 19-procentowego PIT jest ogromna, zważywszy na to, że dziś pracownik płacący podatek według tradycyjnej skali przy rocznych dochodach na przykład w wysokości 35 478,96 zł netto (pensja 4500 zł brutto miesięcznie) oddaje rocznie fiskusowi w postaci podatków i rozmaitych składek aż 29 747,64 zł (obciążenia publiczne stanowią niemal 84 proc. zarobków netto!). Prowadząc własną działalność gospodarczą można zaś nie tylko płacić 19-procentowy PIT, ale też wrzucać w koszty i odliczać od przychodu wiele wydatków. - Wystarczy odrobina inwencji i duży zakres prowadzonej działalności gospodarczej, a do kosztów jej prowadzenia będzie można zaliczyć całą konsumpcję z wyjątkiem jedzenia - żartuje Przemysław Remin, główny ekonomista Raiffeisen Bank. - Co więcej, za potrzebne nam wyposażenie zapłacimy niemal o jedną piątą mniej, gdyż fiskus zwróci nam 22 proc. podatku VAT - tłumaczy Remin.”


W planach miał również obniżenie PIT ale lewicowi towarzysze już na tyle mu nie pozwolili. Sukcesy te przywłaszczyli sobie jego następcy, jednak (co pokazują kolejne sondaże poparcia) przedsiębiorcy dobrze pamiętają komu mogą być wdzięczni za rozruch gospodarki. To właśnie SLD pod Millerem (ku zdziwieniu i niezrozumieniu młodszych wyborców) cieszy się znacznie większym uznaniem wśród prawicowego (w znaczeniu gospodarczym) elektoratu niż partia Gowina czy Korwin-Mikkego.

…ale jak kończy

Miller w politycznej rozgrywce nie ma sobie równych. Chłodno analizuje każdą sytuację i unika pochopnych decyzji. Gdy wybucha afera – jak niedawna sprawa więzień CIA –stara się nie zabierać głosu i obserwuje wszystko z dystansu.

Dziennikarze szukający sensacji i szybkiej reakcji błyskawicznie odwrócili się od milczącego jak grób Millera i skierowali do atakujących go przedstawicieli Europy Plus, którą zasilają byli współtowarzysze ex-premiera oraz sam prezydent, którego łączyła z nim legendarna „szorstka przyjaźń”.

Wytrawny gracz nie pozwali by coś stanęło mu na drodze powrotnej na szczyt. Gdy skłócone ze sobą partie walczą w sprawie więzień, sprawach natury etycznej etc. – on zajmuje się pozyskiwaniem najliczniejszego grona wyborców. A najwięcej jest zawsze najbiedniejszych, których łatwo jest pozyskać tanim populizmem.

Niedawne postulaty wyższych podatków dla najbogatszych w przeciwieństwie do zakusów „sięgania do głębokiej kieszeni” prezesa największej partii opozycyjnej, są wyłącznie politycznym chwytem, z którego kreujący się na lewicowca Miller może używać do woli. „Ciemny lud to kupi” – a ten trochę mniej ciemny „nie kupi”, ale i tak odda na niego głos, wiedząc czego może się spodziewać.

Podczas gdy słupki poparcia w sondażach wskazują na Kaczyńskiego i stojącego krok za nim Tuska (aczkolwiek realne poparcie obu tych partii jest prawdopodobnie na bardzo zbliżonym poziomie) to właśnie Miller może spokojnie stać z boku, szyderczo uśmiechając się do nich obu. Wszyscy trzej mają już pełną świadomość tego kto po najbliższych wyborach może dyktować warunki.
Trwa ładowanie komentarzy...