Ciemny lud już tego nie kupuje

Rafał Ziemkiewicz w mało elegancki sposób wyraził swoją dezaprobatę dla wyniku warszawskiego referendum, który zawiódł oczekiwania prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Jednak to nie jedyny powód do zmartwień dla medialnego zaplecza partii Jarosława Kaczyńskiego.

„Z tym Wermachtem to lipa, ale jedziemy w to, bo ciemny lud to kupi” – słowa przypisywane „bulterierowi” Jarosława Kaczyńskiego sprzed lat stały się domeną partii prezesa. Jednak poziom krytyczny został przekroczony a ów „ciemny lud” na przekór sondażom coraz rzadziej sięga po serwowaną mu „lipę”.

Rafał Ziemkiewicz związany z kontrolowaną przez ludzi Kaczyńskiego „Gazetą Polską” oraz ekipą Pawła Lisickiego, który jak orzekł sąd, był gwarantem politycznych interesów PiS w "Rzeczpospolitej”, nazwał zwolenników prezydent stolicy „wiochą z dzielnic zamieszkanych przez słabo wykształcony element napływowy”.

Tym samym nazywany żartobliwie przez kolegów „rolnikiem”, Ziemkiewicz zaatakował swoich oponentów dokładnie w ten sam sposób, który przypisywał „salonowi”. Temu samemu, który wyśmiewał oraz piętnował w napisanym przez siebie „Polactwie” czy „Michnikowszczyźnie”.

To nie pierwszy raz gdy Polacy „zawiedli” prezesa i jego medialnych funkcjonariuszy w ciągu ostatnich miesięcy i lat. Klęski wyborcze oraz dosłowne niekupowanie przez „ciemny lud” serwowanej im codziennie „lipy” musi strasznie irytować „Niepokornych”, którzy uwierzyli słowom starszego kolegi po fachu.

Prezentowane niedawno wyniki finansowe spółki Presspublica, wydawcy „Rzeczpospolitej”, którą „Niepokorni” zamienili w prywatny folwark były druzgoczące. Ponad 44 miliony złotych strat w należącej w 49% do skarbu państwa spółki powinny dać do myślenia. Jednak to nie koniec złych (dla pupili Kaczyńskiego) wieści.

Telewizja Republika, która miała być odpowiedzią „Niepokornych” na TVN24, Polsat News czy TVP Info okazała się kompromitującą porażką. Znikoma oglądalność i 1,5 miliona złotych strat w kilka miesięcy – to efekty pracy znanego z opublikowania „ubeckiej listy” Bronisława Wildsteina.

Wystarczy do tego dodać sukcesywnie spadającą sprzedaż „Do Rzeczy”, „W Sieci” oraz „Gazety Polskiej” (i jej różnych wariacji) by zobaczyć skalę kataklizmu, który niosą za sobą dziennikarze twierdzący, że są niczym „kury znoszące złote jajka”. Pracownicy branży reklamowej również nie łapią się na „lipę” i z ostrożnością podchodzą do oficjalnych wyników sprzedaży wyżej wymienionych tytułów.

By udowodnić rzeczywistą sprzedaż, „Niepokorni” mogliby opublikować swoje wyniki z Ruch S.A. czy Kolporter S.A., które to kontrolują niemal cały rynek papierowej dystrybucji. Szanse na to są jednak znikome. Po co straszyć czytelników i chlebodawców?

Jednak najbardziej przerażająca dla całego środowiska jest wizja wniosku o upadłość SKOK-ów, której (jak donosi Forbes) nie wyklucza Komisja Nadzoru Finansowego. Niewykluczone, że Kaczyński po ogłoszeniu wyników referendum w stolicy musiał zgotować odpowiedzialnym za osobistą porażkę nie mniejszą reprymendę niż tą, którą odegrał Bruno Ganz w filmie „Upadek”.
Trwa ładowanie komentarzy...