Autolustracja według Cezarego – Redaktor Gmyz a Tajne Służby

Pytania, które wyprowadziły redaktora Gmyza z równowagi.
Pytania, które wyprowadziły redaktora Gmyza z równowagi. Cezary Gmyz / Twitter
W czerwcu Cezary Gmyz triumfalnie ogłosił, iż wygrał proces autolustracyjny i zdobył zaświadczenie zaprzeczające jego współpracy z Służbą Bezpieczeństwa. Problem w tym, iż zarzuty, które zostały wystosowane wobec niego, i które sam upublicznił dotyczyły nie SB a współpracy z Urzędem Ochrony Państwa.

Czego się boją Niepokorni?

Wśród „Niepokornych” panuje przeświadczenie o nietykalności porównywalnej z członkami mafii na początku XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Są oni przekonani, iż cokolwiek powiedzą czy napiszą nigdy nie zostanie zweryfikowane a w sytuacjach krytycznych będą chronieni przez zaprzyjaźnionych polityków i rzesze fanów.

Jak ognia boją się oni odpowiedzi na niewygodne pytania. Sama myśl o konfrontacji z kimś kto może ich zapytać o weryfikację źródeł, głoszonych tez czy okazanie dowodów napawa ich strachem. Na przestrzeni lat doskonale opanowali natomiast umiejętność odwracania uwagi i zakrzykiwania oponentów.

Jednak ich bezradność i bezbronność wobec dobrze sformułowanych pytań i argumentacji jest łatwa do obnażenia. Tak było w przypadku Michała Karnowskiego, który mimo pokazowemu udowadnianiu swojej „niepokorności” nie był w stanie odpowiedzieć na pytania dotyczące wspierającego jego tygodnik najbogatszego posła Platformy czy wytłumaczyć się ze swojej twórczości z okresy pracy w „Dzienniku”. Tak było też w przypadku Stanisława Janeckiego, którego opowieści o doktoracie z fizyki i dopisywanie nieistniejących faktów oraz postaci opisywałem niedawno.

Redaktor Cezary Gmyz, który przyczynił się do skompromitowania procesu lustracyjnego i utraty wiarygodności przez tygodnik „Wprost” za cenę publikacji pomawiającego artykułu o legendarnym dla prawicy poecie Zbigniewie Herbercie, sam ułatwił zadanie weryfikacji jego rzetelności.

Pytania bez odpowiedzi

Na kilka miesięcy przed publikacją tekstu „Trotyl na wraku Tupolewa”, Cezary Gmyz otrzymał list zawierający sześć pytań, które najwyraźniej wyprowadziły go z równowagi do tego stopnia, że opublikował ów list w mediach społecznościowych i próbował wykpić autora, którym jest (podobnie jak on sam) były dziennikarz „Wprost”.

Co spowodowało, że doświadczony „dziennikarz śledczy” (jak sam o sobie mówi Cezary Gmyz), nie zignorował tego listu a dodatkowo usilnie starał się ośmieszyć kierującego wspomniane sześć pytań publicystę?

Autor artykułu, który doprowadził do sparaliżowania śledztwa w sprawie katastrofy Smoleńskiej, który podzielił społeczeństwo i doprowadził do zamieszania medialnego w wyniku, którego najwięcej straciła redakcja „Rzeczpospolitej” został zapytany o współpracę z Urzędem Ochrony Państwa, który zajmował się między innymi zwalczaniem prawicy.

Po wstępnej próbie ośmieszenia autora pytań, Gmyz najwyraźniej zmienił swoją taktykę i doprowadził do procesu autolustracyjnego. W połowie czerwca bieżącego roku sąd lustracyjny wydał wyrok, który Cezary Gmyz ogłosił dowodem na swoje zwycięstwo. Jak się jednak okazało redaktor Gmyz w wyniku autolustracji udowodnił coś o co w ogóle nie był zapytany.

Sąd lustracyjny stwierdził bowiem, że nie znaleziono dokumentów, które świadczyłyby o współpracy publicysty „Do Rzeczy” z SB, podczas gdy pytania dotyczyły jego współpracy z UOP, które powstało w 1990 roku jako sukcesor SB. Tym samym Cezary Gmyz w dość marnym stylu uciekł od odpowiedzi na zadane mu pytania, wmawiając zdezorientowanym czytelnikom swój sukces.

Zaświadczenie o braku współpracy z służbami specjalnymi PRL nie wyklucza współpracę z zwalczającym prawicę UOP. Ponieważ Cezary Gmyz nie ustosunkował się do sześciu pytań, które wraz z listem upublicznił oczekuję, że znajdzie odwagę na odpowiedzenie na nie swoim czytelnikom.

Dla przypomnienia:

1. Czy wyraził Pan zgodę na współpracę z Biurem Studiów i Analiz Urzędu Ochrony Państwa?
2. Jak skomentuje Pan fakt zarejestrowania Pana w ewidencji operacyjnej UOP jako konsultanta w roku 1993?
3. Czy przekazywał Pan materiały zebrane w pracy dziennikarskiej pracownikom Biura Studiów i Analiz Urzędu Ochrony Państwa?
4. Czy pobierał Pan od UOP wynagrodzenia za dostarczane materiały?
5. Czy o fakcie niejawnej współpracy z UOP (o ile potwierdza go Pan) informował Pan swoich redakcyjnych przełożonych?



Odpowiedź Cezarego Gmyza

Po publikacji powyższego tekstu redaktor Gmyz nadesłał list, w którym stwierdza, iż nie był współpracownikiem służb specjalnych PRL ani III RP. Chciałbym zaznaczyć, iż w tekście nie stwierdziłem, iż redaktor Gmyz był współpracownikiem UOP a jedynie opisałem sposób w jaki odpowiedział on na pytania zawarte w udostępnionym przez siebie samego liście.

Niemniej, za nadesłane wyjaśnienie dziękuję.
Trwa ładowanie komentarzy...