O autorze
Obserwator bieżących wydarzeń politycznych. Coraz częściej odnoszący wrażenie, że fikcja miesza się z rzeczywistością. Bez sympatii, za to z duża ilością antypatii. Prawica go nie znosi, lewica nienawidzi. Marketing polityczny w krzywym zwierciadle. Absolwent wydziału Ekonomii i Zarządzania Uczelni Łazarskiego. Doktorant w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk.

Redaktor Pinokio

Kilka lat temu szerokim echem rozniosła się sprawa dziennikarza „New York Times” Jaysona Blaira. Przez kilka lat publikował on na łamach gazety zmyślone artykuły, fikcyjne cytaty czy zwykłe plagiaty. Jego przypadek przypomina historię jednego z najważniejszych prawicowych publicystów – Stanisława Janeckiego, najbardziej wpływowego dziennikarza prawicowych mediów, uwielbianego na salonach ale i utrzymującego doskonałe kontakty z prezesem Jarosławem Kaczyńskim (pisał mu przemówienia).

Przez 17 lat był pracownikiem prestiżowego tygodnika, jako wieloletni zastępca redaktora naczelnego, a później naczelny „Wprost”. Były zastępca dyrektora TVP1 do spraw publicystki, stały bywalec programów telewizyjnych i radiowych dziś jest publicystą w mediach braci Karnowskich, autorem przemówień Jarosława Kaczyńskiego – to redaktor Stanisław Janecki.



Przez „Wprost”, w którym utrzymywał w redakcyjnej hierarchii wysoką czy później najwyższą pozycję, przewinęło się wiele gwiazd z czołówki „niepokornych” publicystów. Od Cezarego Gmyza, który stworzył tekst o trotylu po Rafała Ziemkiewicza, nieprzerwanie od lat parającego się miotaniem gromów w „Gazetę Wyborczą” i jej naczelnego. Wśród „niepokornych” ale i w całej branży medialnej, Stanisław Janecki ma status człowieka legendy.

W jaki sposób ten niezwykle wpływowy człowiek wielu talentów zyskał przychylność mediów i polityków, w tym samego prezesa Kaczyńskiego? W tym celu postanowiłem prześledzić jego karierę a to do czego dotarłem przerosło moje najśmielsze oczekiwania…

Mglista przeszłość

Tytułowany doktorem fizyki, znawca filozofii i sztuki, redaktor Janecki, który przy każdej okazji wspomina swoje podróże, anegdoty z barwnego życia, utrzymujący znajomość kilku języków (w tym holenderskiego) jest zaledwie absolwentem jednego kierunku Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Z wykształcenia fizyk, filozof i historyk sztuki. Zajmujący się na różnych etapach życia mechaniką i kosmologią kwantową, matematyką chaosu, logiką i filozofią języka, piętnasto- i siedemnastowiecznym malarstwem holenderskim oraz polską sztuką współczesną – pisze o sobie Stanisław Janecki na stronie wpolityce.pl. Absolwent fizyki, filozofii oraz historii sztuki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – to z kolei cytat z Wikipedii z biogramu Janeckiego.

Chcąc się zaznajomić z pracą doktorską legendy prawicowego dziennikarstwa, wystosowałem prośbę do UAM o podanie jej tytułu oraz daty obrony. Po kilku dniach przyszła dość zaskakująca odpowiedź. Według Biblioteki Uniwersyteckiej w zbiorach UAM nie figuruje praca doktorska Stanisława Janeckiego. Co więcej – zgodnie z informacją otrzymaną z Działu Nauki i Programów Krajowych, w bazie danych nie znaleziono żadnych informacji o takiej pracy.

Zdziwiony tą informacją zwróciłem się ponownie z pytaniem do samego zainteresowanego, który tym razem stwierdził, że pracę doktorską obronił w Stanach Zjednoczonych (nie powiedział na którym uniwersytecie, ani jaki ma tytuł).

Wydział Historyczny UAM podał do wiadomości natomiast fakt, iż istotnie Stanisław Janecki studiował na poznańskim uniwersytecie w latach 1974-1979 historię sztuki i przedstawił komisji pracę magisterską pod tytułem „Matejko. Historia i styl”. Studia doktoranckie z zakresu Historii i Teorii Kultury odbywał, jednak brak informacji potwierdzających ich ukończenie (ostatnia data w dokumentacji to 12.11.1980 - zawiadomienie o podwyższeniu stypendium doktoranckiego).

Münchhausen dziennikarstwa

„-Jak zdrowie? –Tak jak Staszek: dopisuje!” – ten żart był kultowy wśród dziennikarzy tygodnika „Wprost”. Podczas przygotowywania materiału spotkałem się i rozmawiałem z wieloma byłymi współpracownikami redaktora Janeckiego. Od niezbyt skorych do wspominania dawnych dziejów jak Piotr Gabryel, po znacznie bardziej wylewnych jak Violetta Krasnowska-Saustowicz.

Słabo dziś pamiętam tę konkretną historię, ale rzeczywiście w pewnym momencie w redakcji Wprost bywało tak, że gdzieś między nocą piątkową lub sobotnią (w zależności od tego gdzie w numerze był dany tekst) a poniedziałkiem kiedy gazeta lądował w kiosku teksty przechodziły niesamowite przeobrażenia. Ja najbardziej boleśnie wspominam sprawę z "królikami doświadczalnymi". Chodziło o tekst o eksperymentach i doświadczeniach przy testowaniu leków. Temat zgłosiła stażystka, a ja zostałam poproszona o przyłączenie się. Sensacyjna wstępna teza nie znalazła pokrycia w rzeczywistości i na to redaktor Janecki nie mógł się zgodzić. Staszek "podkręcał", my obie już na poziomie sekretariatu poprawiałyśmy, po czym te nie nasze zdania znowu były przywracane. Pamiętam, że nawet w sobotę przyjechałam do redakcji, żeby przypilnować tekst niemal do samego końca. Po czym w poniedziałek w gazecie ukazał się zupełnie obcy, nie nasz tekst podpisany naszymi nazwiskami. Okazało się chwilę potem, że tekst ten był opublikowany we Wprost kilka lat wcześniej (oczywiście przez innego autora). Zrobił się straszny dym, sprawą zainteresował się Press dla którego Staszek Janecki dał wypowiedź, że winne wszystkiego jesteśmy my - autorki i, że zostaniemy przykładnie ukarane. Nie chcę wspominać co działo się dalej, ale ostatecznie wymusiłyśmy, że Redakcja opublikowała po pewnym czasie krótkie oświadczenie, że nie my byłyśmy winne w tej całej aferze, a ja pożegnałam się z redakcją. – napisała do mnie dziennikarka „Newsweeka”.

Jeden element pojawiał się zawsze w odpowiedziach tych, którzy znaleźli czas aby się wypowiedzieć na temat dawnej redakcji – Stanisław Janecki wyspecjalizował się w „podkręcaniu” tekstów. Polegało to na dopisywaniu do artykułów nieistniejących postaci i wydarzeń.

W taki oto sposób powstała postać pułkownika Ronalda van der Werve z sztabu NATO w Brukseli, udzielającego wywiadu dla tygodnika („Wprost” 42/2002). Postać taka w prawdziwym świecie nie istnieje. O wiele zabawniej wyglądała zmyślona wypowiedź lidera Rolling Stones Micka Jaggera „Nigdy nie sądziłem, że chleb może mieć tyle odcieni smaku, jak najlepsze wina” („Wprost 35/2003).

Mniej zabawniej wyglądała sytuacja gdzie studentom SGH przypisana została zmyślona ankieta według, której 58% studentów miało wyrazić swoje zaufanie dla twórcy „Samoobrony” Andrzeja Leppera (49/2001). Szybka reakcja władz uczelni była nieunikniona a zamieszanie doprowadziło do kolejnego otwartego konfliktu wewnątrz redakcji. Autorzy tekstu nic nie wiedzieli o „badaniu”, nie wiadomo do dziś jaka pracownia badawcza je przeprowadziła.

Dla „podkręcania” sensacyjnego wydźwięku tygodnika nie było żadnych granic. Abstrakcyjny artykuł o królikach doświadczalnych, który miał się nijak do rzeczywistości ukazał się w tygodniku dwukrotnie z tym, że został on ponownie zmieniony i okraszony nazwiskami dwóch dziennikarek (34/2004). Sprawą zainteresował się „Press”, któremu przedstawiona została wersja według, której winne są dziennikarki, którym przypisano artykuł. Sytuacja wewnątrz redakcji aż kipiała od emocji.

Usta Prezesa

Nie tak dawno temu została opublikowana lista wykazująca, iż legendarny redaktor Janecki całkiem nieźle odnalazł się również jako spin doktor Jarosława Kaczyńskiego. Coś o czym w kręgach dziennikarskich wiadome było od dawna, wywołało sporą burzę wśród opinii publicznej.

W przeszłości już kilkakrotnie wskazywano na bliską przyjaźń między prezesem PiS a obecnym publicystą „wpolityce.pl” i „W Sieci”. Dwa lata temu „Newsweek” opisywał niezwykły tekst Jarosława Kaczyńskiego, opublikowany na łamach „Rzeczpospolitej”. Przepełniony odniesieniami do sztuki i literatury wywód bezsprzecznie jest przypisywany Stanisławowi Janeckiemu, który miał go stworzyć dla Jarosława Kaczyńskiego.

Doskonały mówca jest pewnym kandydatem do objęcia, w ramach wynagrodzenia za swoje usługi, gratyfikacji już po wygranych przez PiS wyborach.

Najniepokorniejszy wśród Niepokornych

Stanisław Janecki ma jednak pewien epizod, o którym wśród „Niepokornych” mówić nie wypada. Po zdymisjonowaniu Pawła Lisickiego ze stanowiska naczelnego „Uważam Rze” redaktor Janecki pojawił się 3 grudnia 2012 r. w siedzibie Gremi Media, należącej do Grzegorza Hajdarowicza.

Już kilka lat wcześniej akcje tygodnika „Wprost” miały zostać sprzedane nikomu innemu jak właśnie Hajdarowiczowi, więc ta sytuacja nie powinna nikogo dziwić. Natomiast ciekawym można nazwać zachowanie redaktora Janeckiego tuż po negocjacjach. Stanowisko wice-naczelnego w tygodniku oraz pensja w wysokości 20 tysięcy złotych prawdopodobnie została później wykorzystana podczas rozmów z „Do Rzeczy” i „W Sieci”.

W rozmowie ze mną mówił, że owszem rozmawiał z Grzegorzem Hajdarowiczem, ale nie podjął decyzji. To nieprawda. Zgodził się być wice-naczelnym „Uważam Rze”, stawkę wynegocjował z wiceprezesem Presspubliki, a potem zrezygnował podając pretekst chorobę bliskiej osoby. Miesiąc później przyjął propozycję pracy w „Do Rzeczy”, z której się wycofał na rzecz oferty „W Sieci”.

Dla prawicowych dziennikarzy Stanisław Janecki zawsze był największym autorytetem. Mimo wybujałego ego, które jest dość powszechne w tym środowisku, każdy musiał i nadal musi się liczyć z zdaniem redaktora, który z „jaszczurki zrobi krokodyla” (To cytat opinii o nim Cezarego Gmyza z najnowszej jego książki „Zawód dziennikarz śledczy”). Niczym postać Barona Münchhausena z powieści Rudolfa Raspe, jego niezwykłe historie stanowią istotę „niepokornego” dziennikarstwa.

PS. 1

W pierwszej rozmowie Stanisław Janecki potwierdził, że jest doktorem a doktorat z fizyki zrobił w UAM. W kolejnych rozmowach powiedział, że pracę stworzył w Stanach Zjednoczonych.

PS. 2

Wczoraj po południu zadzwonił do mnie redaktor Janecki z następującą propozycją:

Tylko po starej znajomości niech mnie pan trochę oszczędza panie Grzegorzu bo się przyda nam potem współpracować.

Dziękuję, ale z propozycji nie skorzystam.

Nagranie powyższej rozmowy zostanie niedługo opublikowane.
Trwa ładowanie komentarzy...